Jagoda, czyli imię niewinności

Marian nie zaskakuje mnie często. Spotkania z nim przebiegają według tego samego scenariusza i różnią się od siebie tylko detalami.

Wczorajszy nasz raz zaskoczył mnie jednak.

Znałem chyba wszystkie dziewczyny Mariana. Wszystkie były młode, różnie słodkie, każda grała niewinną bo wiedziały, że Marian tego oczekuje. Każda brała mnie w siebie z uśmiechem na ustach. Myślę że większość z nich bawiło to lekkie zboczenie Mariana, rozśmieszała je ta mała potrzeba, perwersyjne dziwactwo bycia rogaczem.

Nie widziałem Mariana od trzech lat ze sporym hakiem, ale niewiele się zmienił. Jeżeli już to odmłodniał bo włosy które lata temu zdezerterowały z jego głowy, teraz jakimś cudem wróciły w ilości wcześniej przeze mnie niewidzianej.

Lecz co dziwniejsze nadal jest z nim Jagodna. Jagoda z którą byłem już raz i z którą mam niedokończony interes.

Powinienem rozmawiać z Marianem, ale nie mogę oderwać od niej wzroku. Patrzę wszędzie tylko nie na jej twarz, nie chcę się w nią wgapiać.

Marian nalewa mi szklankę whisky, wypijam ją tak szybko że lód nie nadąża zmrozić płynu.

Jej skóra jest równie jasna jak te kilka lat temu, jakby od ostatniego naszego razu ani przez chwilę nie dotknęło jej słońce, białe ramiona, białe dłonie i tylko kostki jej palców są nieco ciemniejsze prawie brzoskwiniowe. Paznokcie błyszczące, ale bez lakieru. Jasne bose stopy. Ubrana jest w koralową konserwatywną w kroju sukienkę, ale cienki materiał bardziej podkreśla niż skrywa wszystkie jej krągłości.

Zmuszam się żeby skupić choć część uwagi na Marianie bo nawet nie zauważyłem że dolał mi nową porcję whiskey.

Mówi że już myślał że nigdy się nie spotkamy, uśmiecham się tylko, nie mówię że w sumie to plan był tai żeby się z nim już nigdy nie widzieć. Zmienia temat, szczerzy zęby mówiąc coś tam, ale po braku spokoju jego dłoni widzę że się niecierpliwi, że chce już teraz.

Czekam żeby zakamuflował się tam gdzie chce, żeby wszedł do dziury z której będzie nas obserwował, ale dzieje się inaczej.

Włącza muzykę, słodki głos Norah Jones rozbrzmiewa w kilku pomieszczeniach naraz. Bierze Jagodę za dłoń i prowadzi ją do sypialni.

Ona nie mówi ani słowa, jej twarz jest cnotliwa, i zastanawiam się jak to możliwe że może mieć tak czysty wyraz twarzy i jestem przekonany że z taką niewinnością w oczach z łatwością mogłaby popełnić najgorsze z przestępstw i nikt ani przez moment by jej nie podejrzewał.

Sadza ją na dużym łóżku, pościel jest kremowa, kilka tonów ciemniejsza od jej skóry.

Rozpina jej sukienkę, a ona rumieni się jak na zawołanie. Zadowala go ten rumieniec.

Materiał zsuwa się z jej ciała, odsłania krągłości, obfite piersi. Nawet jej sutki są blade.

Wygląda jakby czekała aby ktoś ją namalował, nigdy dotąd nie żałowałem że nie potrafię rysować, ale teraz bardziej niż jej kochankiem, chciałbym być malarzem, mistrzem laserunku.

Spuszcza powieki, jej rzęsy są ciemne, muszą być farbowane. Dłonie zatrzymuje w półruchu jakby chciała zasłonić nimi piersi.

Światło mieni się w jej platynowych włosach.

Marian obchodzi się z nią delikatnie jakby nie chciał jej spłoszyć. Coś cicho mamrocze, nie słyszę co.

Jego dłonie suną po jej ramionach, w górę i w dół i w górę.

Podchodzę bliżej chcę słyszeć.

– Jagódko, pamiętasz to co robiliśmy wczoraj w nocy – Jagoda nieznacznie przytakuje – takie rzeczy robią ludzie którzy się kochają. Adam jest naszym przyjacielem i chce podzielić się z tobą sobą i ważne jest żebyś mu pokazała jak bardzo go lubisz.

Jagoda znowu przytakuje. Marian obiera ją z reszty ubrania.

Patrzę na nią uważnie, ale zupełnie nie wiem co czuje, nie potrafię odgadnąć najmniejszej, najprzelotniejszej jej myśli. Przyglądam się ale nie widzę nawet przebłysku pokazującego mi kim jest.

Popycha ją do pozycji leżącej i kładzie się koło niej.

Znowu pyta ją o to samo.

Ona znowu przytakuje.

Całuje ją, gładzi jej włosy, dotyka prawie niewinnie. Jego owłosione dłonie i przedramiona wyglądają obscenicznie na tle jej nagiej skóry.

Ale tylko tyle tylko głaszcze ją i na różne sposoby wypowiada to samo zdanie.

Zazdroszczę mu, zazdroszczę że ma ją dla siebie. Gdyby była moja nie zniósłbym żeby ktoś patrzył na nią tak, jak patrzę na nią ja. Gdyby ktoś inny dotykał ją tak jak ja będę ją dotykał.

Marian spogląda na mnie, uśmiecha się drapieżnie i przez moment mam wrażenie że usłyszał co pomyślałem. Oplata sobie kosmyk jej włosów dookoła wskazującego palca. Lekko ciągnie.

Podchodzę do nich.

Odstawiam szklankę.

Zdejmuję koszulę. Mój fiut pręży się w spodniach, ale nie zdejmuję ich, jeśli je zdejmę wszystko potoczy się za szybko.

Jej nogi są złączone razem, rozchylam je nieco, wiem że jeszcze na to nie pora, ale chcę zobaczyć ją choć trochę. Zasycha mi w ustach, sięgam po whisky, ale wcale nie pomaga.

Kładę się obok niej. Pościel pachnie świeżością. Marian po drugiej stronie jej ciała nadal mamrocze.

Przejeżdżam kciukiem po jej ustach, ucieka z nich nikły dźwięk. Nie wiem czy jest to protest czy nie.

– Na razie tylko pocałunek – mówię cicho i tylko do niej.

Kiwa głową na tak.

Najpierw tylko ocieram jej usta moimi. Jej wargi są chłodne lecz miękkie. Zamyka oczy. Uchylam usta, koniuszek mojego języka wślizguje się między jej wargi. Moje palce mocniej zaciskają się na jej karku, przyciągam ją bliżej do siebie.

Pocałunek jest długi i słodki.

Całuję ją i nieśpiesznie przejeżdżam jednym palcem w dół od jej podbródka, przez szyję, zagłębienie między piersiami i brzuch. Zjeżdżam niżej. Palce mi lekko drżą. Od dwóch miesięcy nie dotykałem kobiety. Chciałbym już być w niej, ale przyduszam moją niecierpliwość, walczę z podnieceniem.

Przejeżdżam palcem po pęknięciu, wbrew sobie nie wchodzę w nią, a tylko pocieram, podrażniam, choć nie wiem czy podrażniam bardziej ją czy siebie.

Raz, drugi zahaczam o dziurkę.

Czuję jak wilgotnieje. Jak jej oddech zaczyna się zacinać.

Głód skręca mi się wężem w brzuchu. Więcej, chcę więcej.

Marian podnosi głos, jakby wiedział że mamy kłopoty z usłyszeniem jego słów.

– Wpuść go w siebie, nie bój się nic złego ci nie zrobi. Wpuść go w siebie.

Odpinam rozporek, zsuwam spodnie. Chciałbym pocałować, nie polizać a wylizać, wpić się między jej nogi.

Schylam się tylko na krótką chwilę, lecz tyle wystarcza żeby poznać jej smak. Smakuje lekko, prawie niewyczuwalnie, zupełnie niewinnie. Chcę złamać tą niewinność.

Ustawiam się nad nią.

Marian bierze jej dłoń, całuje ją i znowu mówi – wpppuśśść go www sssiebbbbie

Nie widzę jego, widzę tylko ją.

Jej usta są różowe, mokre i uchylone. Powieki szeroko otwarte. Jasne brwi lekko uniesione.

Namierzam, przez kilka sekund czubek mojego członka tylko całuje jej wejście, schylam się jakbym chciał ją pocałować. Nie całuję jej jednak. Wchodzę w nią prawie do samego końca.

Jej plecy wyginają się w piękny łuk, jej oczy rozszerzają się jeszcze bardziej. Z ust wylatuje świst wstrzymywanego powietrza.

Marian nadal trzyma jej dłoń, zasapanymi słowami mówi o tym jaka jest wspaniała i dzielna.

Jej plecy nadal są wygięte, wkładam pod nie ramię, przyciągam ją mocniej do siebie.

Wchodzę w nią nieśpiesznie na 3 biegu, nie chcę dojść za wcześnie i nie chcę przegrzać jej, chcę żeby czekała na więcej.

Zatrzymuję się, biorę głęboki wdech i przez moment rozkoszuję się tylko wspaniałą wąskością jej ciała. Przesuwam się głębiej, nie słyszę ani muzyki, ani jęczeń Mariana.

Moje podniecenie napina się, dopiero co miałem przerwę, ale nie wydaje mi się żeby pomogła odroczyć moment orgazmu.

Zmieniam pozycję.

Przyciskam Jagodę bliżej, odchylam się i teraz ona ujeżdża mnie.

Szybuje nade mną niespiesznie i tak, że wpuszcza w siebie tylko główkę.

Minuta, może dwie może trzy.

Przyciągam ją do siebie, obracam o 180 stopni, zginam wpół.

Wracam na trzeci bieg. Biorę ją wybijając miarowy rytm.

Bieg czwarty. Ramiona uginają się pod nią, wyciąga je przed siebie, rozrzuca je na boki i znowu wyciąga. Przez moment wygląda jakby uczyła się pływać na sucho. W jej oddechu jest coraz więcej i więcej powietrza.

Bieg piąty. Upada na łóżko, kuli ręce pod siebie. Jej palce zaplątują się w pościel, a chciałbym żeby orały moje plecy. Nie dotknęła mnie jeszcze, chciałbym poczuć jej dotyk, poczuć jego jakość, nie wiem czy byłby ostrożny czy pewny, badawczy czy zachłanny.

Jestem już strasznie blisko końca, może minutę od niego. Zagryzam wargę, czuję ból, ale jestem tak blisko jak byłem.

Dotykam jej łechtaczkę i momentalnie, jakbym przycisnął guzik jej ciało zaczyna się rzucać, wierzgać jak ryba na haczyku. Jej mięśnie ściskają mnie i ściskają, wybijają rytm jej orgazmu, a ja czuję przede wszystkim ulgę, odciążenie. Nawet nie wiedziałem jak bardzo się bałem tego że nie dojdzie przede mną.

CDN

106 thoughts on “Jagoda, czyli imię niewinności

Leave a Reply to Ivy Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s