Kartka z podróży. Los Angeles

Pierwszy raz w Los Angeles. W sumie drugi, ale tego pierwszego razu nie liczę. Zatem te wrażenia mimo że drugie to pierwsze są.

Zawsze podróżując staram się poczuć puls miejsca, pooglądać jego ludzi, posłuchać ich rozmów, wpleść moje między ich słowa.

Puls Miasta Aniołów jest bardzo nierówny.

Szykowne Rodeo Drive z wprawiającym w lekki szok zagęszczeniem Bentleyów, wyperfumowanych facetów i żywych rozmiarów Lalek Barbie, a oprócz nich łowcy autografów, łowcy gwiazd i gwiazdeczek oraz armie marzycieli i desperatów chcących powiększyć gwiazdorską galaktykę.

Bardziej zrelaksowany jest puls Santa Monica, ludzie śmieją się śmielej i szczerzej, wyglądają żywiej, piękniej.

Bezdomni i nienormalni skumulowani w wieczornych pociągach metra i autobusach ilością, która i poraża i przeraża wprawia w ogromny smutek z którego nie łatwo się otrząsnąć.

Krucha pani niczym utkana z mgły, lecz naprawdę owinięta w brudne firanki krzycząca i modląca się na zmianę.

75 letni weteran bezdomny od lat 35, o nic mnie nie poprosił oprócz tego, żebym nie stał blisko niego bo okrutnie śmierdzi i jest mu wstyd.

Jadąc metrem na południe puls staje się ciężki, ludzie się w słowach nienawidzą, mówią o broni, śmierci zabijaniu, łatwości zarobienia kulki w łeb. Ale Campton to terytorium gangów więc w sumie takie rozmowy nie powinny mnie dziwić.

Zacząć jednak powinienem od tego, że z Rosji do USA leciałem w samolocie z Dalai Lama, nigdy wcześniej nie chciałem być święty. Chęć ta trwała na szczęście tylko chwilę.

Tymczasem

IMG_8034

0 thoughts on “Kartka z podróży. Los Angeles

  1. Dzień dobry Adamie. Wstaję do pracy.
    Kiedy byłeś w Los Angeles? Intrygująca kartka z podróży. Ma to coś związane z światem filmu?
    Jaki cel był podróży?

    Like

  2. A., to już druga kartka z podróży, która bardziej zniechęca niż zachęca do odwiedzin tych miejsc. Piszesz tak jakbyś był rozczarowany i dostrzegał już tylko skutki autodestrukcji czlowieka.
    Niezaprzeczalnie tak jest, niestety, ale naprawdę nie widzisz nic pozytywnego, w tym na co patrzysz, zwiedzając?
    Pytam, bo mało tego w Twoich kartkach, a najlepsze co wyczytałam dla mnie w tym wpisie jest to, że leciałes z Dalai Lamą.
    Byłeś w Dadaab, i w wielu innych częściach świata. Przypuszczam, że Tybet i jego problemy też nie są Ci obce…

    Like

    1. Nie zniecheca. Bledem jest szukanie raju w L.A. Co najlepiej pisal Jim Morrison w swoich tekstach.
      L.A to skrajnosci. Wysoka przestepczosc. Handlarze narkotykow i handlarze wszystkiego za rogiem. Bezdomni. I ten blichtr gwiazd wokol tego, ach plastic fantastic.

      Tak, jak autor napisal, Santa Monica i pare innych nadbrzeznych miejsc, duzo lzejsze i przyjemniejsze klimaty.

      Like

      1. To nie zarzut Dawid, tylko tak jak we wpisie z Malezji, to rozczarowanie, choć nie wszystkim.
        Ale tak jak napisałam, A. był już chyba wszędzie i to czym ja zachwycam się oglądając filmy, fotografie, czytając ludzi, którzy gdzieś byli i ich spostrzeżenia On przetrawil dekadę temu, a może i więcej.
        Teraz jakby widział już tylko upadek człowieka, który zna i dostrzega wielu ludzi tyle, że w mniejszej skali. Może ogrom tego Go już przytloczyl…zresztą kogo by nie przytłoczyl 😦
        Nie jestem ślepa ani głucha, ale to człowiek człowiekowi zrobił, nikt inny…

        American dream marzy się wielu jeszcze, o tym, o czym piszesz trzeba wiedzieć i nie być ignorantem ale…nie wszystko człowiek zepsuł jeszcze i dużo pięknego stworzył wartego obejrzenia, i to bym chciała zobaczyć.

        Like

      2. 🙂 taa…rude włosy, piegi nawet na dłoniach i rozsiane niczym cynamon na całym ciele…L.A. Womem, to jeden z wielu utworów poświęconych Pam, a Soul Kitchen jest akurat o ulubionej knajpie Jima w L.A. gdzie uwielbiał jadać 🙂
        No oczywiście lubił też bardzo inne kobiety, alkohol i narkotyki zresztą Pam też, ale to był burzliwy związek i wielka miłość Jima.

        No, Neil Young też ponoć o niej tu śpiewał..cóż 😉 🙂

        Neil Young – Cinnamon Girl ***

        Like

      1. A., napisałeś, że leciałeś z Rosji. Nie zapytam czy było to międzylądowanie. Bardziej mnie ciekawi czy zwiedziłeś także Rosję. Tam też b.mocno widać rozwarstwienie społeczne i mimo pewnych podobieństw różni się jednak mocno od tego amerykańskiego.
        Jeżeli byłeś, co Ci najbardziej utkwilo w pamięci?
        Ameryka ma tylko nieco ponad 200 lat a Rosja cóż…to mimo wszystko piękna sędziwa staruszka 🙂

        Like

      2. Może to nie Rosja ale jest tak gorąco, że podzielę się Arktycznym klimatem w niesamowitym połączeniu obrazu i dźwięków…Arktyki i tak nie uratujemy, tak myślę, wielka szkoda, że my ludzie tego nie potrafimy eh…

        Greenpeace holds a historic performance with pianist Ludovico Einaudi on the Arctic Ocean (English) ****

        Like

  3. O RANY!!!!!!!!!!!!
    po pierwsze zazdroszczę ci że miałeś okazje tam być bo od zawsze marze zobaczyć Hollywood i aleje gwiazd. pewnie nigdy tam nie pojadę ale marzyć można.
    po drugie zastanawiam sie co cie tam ściągnęło. byłeś jak widać w różnych miejscach. turystyczny wypad to chyba nie był, takie mam wrażenie. Camtpon? Gangi? co tam robiłeś? może zbierasz materiał do nowej książki? 😉
    po trzecie ciekawe czym zajmujesz sie na co dzień skoro coś cie rzuca raz tu raz tam.
    i nie mów że wlazłeś na tą górę i zdjęcie zrobiłeś sam 🙂

    Like

    1. Aleja gwiazd to żadna aleja to brudny chodnik, już ta łódzka jest lepsza. Zmień marzenie na inne bo tym się rozczarujesz jak się spełni.
      Tak zdjęcie zrobiłem sam, ilustruje te moje kilka zdań – LA od tyłu

      Like

  4. jeśli już ten “puls miasta” wyczuwasz… ten który opisujesz
    to jakie myśli Cię nastręczają? W którym z przedstawionych “rytmach” Ty się odnajdujesz. Jeśli w żadnym z nich to jak byś opisał swój “rytm”?
    W tym jakże krótkim opisie pokazujesz wszystko, ale tak może być wszędzie, nie koniecznie tylko w L.A. … takie odcienie każde duże miasto pewnie ma.
    Zależy od nas to jak za kolejne lata ten Świat będzie wyglądał, od tego co zrobimy ze swoim życiem…
    Opisujesz to miejsce z osoby wyżej postawionej niż Dalai Lama? Sorki, ale trochę to tak odbieram….

    Like

    1. Adam piszesz tak … “nigdy wcześniej nie chciałem być święty. Chęć ta trwała na szczęście tylko chwilę.”

      być świętym? Jak rozumiesz słowo “święty”?

      “Zamienił pracę na powołanie. Każdy z nas ma taką możliwość. Wszyscy robimy to samo, różnica polega na tym, jak to robimy. Kiedy inni czują się przy nas wyjątkowo, sami tacy się stajemy.” R. Brett

      Like

      1. Może święty to złe słowo, może powinienem był napisać lepszy. Moja praca to powołanie.

        Like

      2. potrafisz być dowcipny 😉
        Adam – bleeee …. język Ci wyciągam z uśmieszkiem
        🙂
        a już myślałam, że bycie “lepszym” na dłużej Ci zostało…
        🙂

        Like

  5. Witaj Adamie,
    z twojej kartki odczytałam ze LA wprawilo Cię w nostalgiczny nastrój. . . Trudno sie nie dziwić każde duże metropolie tak robią. Jestem optymistą, romantyczka nie chodzę w miejsca które we mnie wzbudzają mieszane emocje. Może spróbuj pozwiedzać bardziej optymistyczne zakątki tego miejsca. ..
    Pozdrawiam

    Like

  6. Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem” – Irena Sendlerowa.
    Czytając o Dalajlamie przypomniał mi się powyższy cytat. Dużo Adamie empatii w Twoim tekście – bynajmniej ja tak go odczytuję. Chyba na codzień wolisz obserwować otoczenie słuchając innych niż zaczynać z nimi rozmowę.

    Naprawdę fajny pomysł z kartkami z podróży.

    Like

  7. Te podróże to spełnianie marzeń, prywatne poznawanie świata, czy też bywasz w tych miejscach zawodowo. Jeśli to praca, to ciekawa jestem czym się zajmujesz, że Cię tak rzuca po świecie 😀
    Nie boisz się czasem zapuszczać w pewne miejsca?

    Like

    1. Czysto prywatny wypad, lubię się zapuszczać w takie miejsca, mimo a może dlatego że przechodzą mnie w tych miejscach dreszcze.

      Like

  8. Co do bezdomnych, to wielu ich w miastach. Większość z nich tak właśnie chce żyć. Smutne to, ale oni nie chcą pomocy, poza zapewnieniem podstawowych środków do życia.
    Rozmawiałam kiedyś z ludźmi którzy zgarniają ich z ulicy, zawożą di szpitali czy ośrodków dla bezdomnych, myje się ich tam, karmi, opatruje rany a na drugi dzień uciekają.
    Udaje się chyba tylko tym którzy sami zechcą coś zmienić. Smutne to, bo kiedyś żyli “normalnie”, mieli rodziny. Coś się źle podziało w ich życiu.

    Like

    1. tak tak pamiętam z czasów studiów że jest bezdomność sensu stricto i largo, ale nie wydaje mi się że większość z tych co widziałem wybrała sobie bezdomność. Skala jest trudna do wyobrażenia w ciągu kilku dni tam widziałem więcej bezdomnych niż w całym moim dotychczasowym życiu. Nie przesadzam.

      Like

      1. Pewno masz rację. Polska to nie Stany.
        Ja mam skąpe wyobrażenie wyłącznie o naszej “rodzimej” bezdomności.
        Mało kto chyba zakłada, że od jutra zostanie bezdomnym, to raczej długi proces. I coś więcej niż brak dachu nad głową, pracy i wsparcia rodziny. Rzadko się chyba zdarza by to wszystko stracić na raz. No ale jak się już spadnie na dno to trudno się wygrzebać.
        Ale dziwi mnie to, że w Stanach jest to taki problem. To przecież bogaty kraj.

        Like

  9. Oj… Adamie… Wiem, że potrafisz pisać, gdy naprawdę chcesz! Ale gdy piszesz tylko po to, żeby tu się coś pojawiło, to tekst ci się kompletnie rozjeżdża. Spostrzeżenia są według mnie dobre, ale forma pozostawia wiele do życzenia… Na pewno byś zauważył błędy, gdybyś przed publikacją przeczytał swój tekst. Puls jadący metrem, na przykład – na pewno.

    Like

    1. Nigdy nie czytam swoich tekstów, jestem przekonany że jakbym je czytał to nic bym nie publikował.
      Nigdy też nie pisałem po to żeby coś się tu pojawiło, bo ktoś czeka na tekst, bo obiecałem.
      Przeczytałem teraz kawałek o metrze i jest dla mnie zupełnie zrozumiały, jasne każde napisane przeze mnie zdanie można napisać lepiej, ale nie widzę powodów by zmieniać to co jest.

      Like

      1. Takie zapiski w telegraficznym skrócie mają swój urok…

        Myślę, że gdybyśmy mogli usłyszeć twój głos do tego tekstu który napisałeś, byłoby to, być może, dla wielu, wręcz WYBITNE. Ja, czuję w tym tekście twój naturalistyczny styl 🙂 pewnie tak właśnie mówisz i napisałeś to w kilka minut, wyjmując z głowy, dokładnie jak zwykle tylko to, co chciałeś tu i teraz napisać… taki spontan ale sprecyzowany. może takie pisanie właśnie ci teraz odpowiada. po prostu piszesz: to co czujesz, to co wiesz 🙂

        Nie jestem znawcą i specjalistą od słowa… ale mi, czytało się ten tekst ok.

        Like

  10. Wstając o poranku, pierwsza wiadomość o smutnym, marnie i śmierdząco tętniącym gdzieś życiu …
    Pomyslałam … to przygnębiające …
    Ale z drugiej strony: przecież to samo życie – ono właśnie takie jest, Nie ma smrodu bez zapachu …

    A w tym wszystkim Dalajlama 🙂

    Dobra książka – właśnie ja kończę
    “Siła dobra” Daniel Goleman
    Świat oczami Dalajlamy

    Pozdrawiam porannie
    🙂

    Like

  11. “Pierwszy raz w Los Angeles. W sumie drugi, ale tego pierwszego razu nie liczę.” Ja już się na początku pogubiłam 🙂

    Adam, pytanie z innej beczki: lubisz zbierać grzyby?

    Like

  12. “Aby poznać człowieka, trzeba zostać jego towarzyszem podróży.”-Ponoć Turcy mają takie powiedzenie (znam je dzięki koleżance,która na stałe tam mieszka)
    Pamiętam jak w “Grzeszniku” opisywałes Afrykę. W końcu nie podróżujemy do rzeczy,a do ludzi a podróżnik bez umiejętności obserwacji,to jak ptak bez skrzydeł. Turystyka komercyjna odbywa się do miejsc i rzeczy.
    Co rzuca mi się w Twoich relacjach,to to drugie oblicze, wydawałoby się dla wielu,wspaniałych miejsc. Nie sam ten lukier,który przykrywa wszystko dookoła i jak śnieg zimą,przeslania cały bród dookoła. Wydaje mi się,że w tym właśnie szukasz prawdziwości miejsca,w którym przebywasz. Nie dajesz się oszukać na sztuczne uśmiechy,botoks i silikon. Chcesz widzieć świat takim jaki jest naprawdę,a nie takim jakim byśmy chcieli go oglądać.
    Ale to tylko moje osobiste wrażenia,które mogą być dalekie,od tego co prawdziwe.
    Mam pytanie odnośnie tych podróży,czy robisz portrety ludziom w miejsach,które odwiedzasz?

    Like

    1. Zastanawiam się też czy zawód,którym się trudniles,wpłynął w jakiś sposób na spostrzeganie przez Ciebie Świata?
      Wiem,że twierdzisz,że Cię nie zmienił,ale czy nie zmienił perspektywy z jakiej patrzysz na Świat? Że dostrzegasz wszystkie te ciemne strony,albo raczej poszukujesz realizmu? Potrafiłbys odpowiedzieć?

      Like

      1. Nie zawsze lubiłem docierać do sedna, podrapać powierzchnię, nie praca a raczej czas wyostrzył to czy tamto.

        Like

  13. Marilyn Monroe-Happy Birthday Mr. President

    ❤ HOLLYWOOD & … ❤ moja pierwsza myśl, ZAWSZE, dotyczy, TEJ KOBIETY & … – ostatnio przeczytałam książkę o Marilyn Monroe. “Żyć i umrzeć z miłości” – Alfonso Signorini. Wzruszyłam się… twój tekst też wzrusza skłania do refleksji.

    Adam… Czy chciałbyś tam żyć, tworzyć i pracować? Poczułeś się częścią “Miasta Aniołów” czy wręcz przeciwnie? Długo tam byłeś?

    Like

      1. Adam. Ciekawe w którym miejscu na świecie, które odwiedziłeś, czułeś się tak wyjątkowo dobrze, że mógłbyś tam kiedyś zamieszkać? A w ogóle jest takie miejsce, czy może wciąż w tych podróżach nie spotkałeś “tej myśli/potrzeby”… (?)

        Like

      2. Dobra. Adam… Przejdźmy do sedna. Fajnie masz. 😉 Podobają mi się takie opcje/możliwe. Od zawsze… Powiedz nam czy aktualnie pomieszkujesz gdzieś blisko nas czy daleko? Mam na myśli bliskość w stosunku do Polski.

        Like

  14. marzy nam się ten “wielki świat” a gdy go już zobaczymy to……okazuje się , że jest z papieru….i kolory nie te…..
    a Grand Kanion?…..już niedaleko…..to dopiero widoki….tam można pomarzyć……

    Like

      1. Pamiętasz Kotko – rozmawiałyśmy na Zachłannych o marzeniach- coś wtedy powiedziałam… Arizona dream..
        chciałabym z rodziną balonem wznieść się nad Grand Kanion takie moje malutkie marzenie… które pewnie się nie zrealizuje… ale mogę pomyśleć.

        Like

      2. Grand Canyon z każdego kąta nachylania jest niezapomniany, z lotu ptaka chyba jednak najbardziej

        Like

      3. Pewnie żebym chciała, by się zrealizowało.
        Za “młoda” jestem by rezygnować z marzeń.
        Zwyczajnie na ten moment, na ten czas wydaje mi się mocno niemożliwe.
        Ale…wszystko, wszystko zrobię… może się kiedyś spełni. 😀
        Bardzo, bardzo chcę by się spełniło.:-D

        Like

  15. Tak, to przykra prawda z tymi bezdomnymi weteranami, podobno az 25% ich jest wsrod wszystkich bezdomnych.

    Dobry wpis, stonowany i realistyczny. Subiektywne wrazenia zarejestrowane zywym okiem sa zawsze dla mnie najciekawsze.

    pozdr chief

    Like

  16. Adam, do cholery jasnej, czytaj swój PESEL ze zrozumieniem : masz 38 lat a nie 83 😀
    Czas na refleksję, oceny egzystencjonalne – przyjdzie po 80tce… Teraz, człowieku, jesteś młody, bez zobowiązań i jesteś panem samego siebie bardziej niż większość z nas.
    Korzystaj z tego, bo jeżdżąc po świecie aby odkryć problem bezdomności, biedy, sztuczności, materializmu – marnujesz czas, pieniądze i energię zupełnie bezcelowo, to samo znajdziesz “u nas”.
    Jeśli zapomniałeś czym jest radość życia, radość odkrywania, radość nowości – idź na jakikolwiek plac zabaw i poobserwuj bawiące się dzieci. I przeprowadź ocenę refleksyjno-egzystencjonalną tego co zobaczysz 😛

    W Twoich ostatnich wpisach brakuje mi iskry zadowolenia, radości, o szczęściu nie wspomnę…zwykłego uśmiechu brakuje….ech….jestem w Twoim wieku, ale tak stara jak Ty to nie jestem, proszę mi nie zawyżać średniej … 😛

    Weź się pozbieraj, bo jakiś rozsypany jesteś….

    Like

    1. to nie żadna refleksja to czysta obserwacja, i nawet nie trzeba być spostrzegawczym by to zobaczyć.
      a radości w moim życiu, prawie po pachy, troskać się o to nie musisz

      Like

      1. Ech….a ja Ci wizytę u optyka chciałam zafundować w celu usunięcia z soczewek obserwacyjnych całego zła tego świata. ….
        Ale jak masz radości po pachy – to podziel się nią z nami 🙂 wyzwanie Ci rzucam : zamieść wpis tryskający radością i poczuciem humoru 😉
        Bo ostatnie wpisy to deprecha normalna 😀

        Like

  17. Byłem tam kilka lat temu i miałem niemal identyczne wrażenia z obserwacji. Niestety według mnie LA nie ma pulsu, jest tylko trochę rozsypanych emocji. Nigdy później nie wróciłem do LA. Wolałem San Francisco, a najbardziej podobało mi się San Diego. W tym ostatnim został mały okruszek mojego złamanego serca.

    Like

      1. Tak. Mało który o tym powie. Tak to jest, gdy myślami cały czas wraca się do pewnego miejsca. I wbrew pozorom żadna kobieta nie miała z tym nic wspólnego (facetów skreślam, jestem heterykiem). Do żadnego miejsca w USA nie wracam myślami tak bardzo, jak do tych kilku dni spędzonych samotnie w San Diego. Nawet Las Vegas, mieniące się błyskotkami i potężnym kompleksem Amerykanów wobec Europy, nawet Chicago, gdzie w oknach sklepów widziałem oferty pracy po polsku z dopiskiem “język angielski wymagany”, nawet wieczorny widok z Russian Hill w San Francisco, ani nieco zamglona zatoka widziana z Pier39 – nie zrobiły na mnie takiego wrażenia. Niestety prawdopodobnie nigdy tam nie wrócę. Smutne, ale prawdziwe.

        Like

      2. Rozumiem cie
        tez mam takie miejsca po drugiej stronie oceanu do których nie wrócę w których byłam i których nie zdążyłam zobaczyć i nigdy tam nie wrócę. Żałuję co dnia ze nie było mi tam dane się urodzić. Chyba też mam złamane serce 😦

        Like

      3. nie wiem… ale dla mnie jakie by nie było to miejsce na świecie, ale gdybym tam na tym skrawku Ziemi nie czuła się kochana i nie mogła odwzajemnić tego uczucia, to i tak nie byłabym szczęśliwa… także dla mnie może być wszędzie, ale głównie z ważnymi osobami, takie, na których obecność, bycie, przebywanie z nimi daje największą frajdę, bezpieczeństwo….
        postawa, zachowanie ludzi ma decydujący wpływ na klimat miejsca – takie jest moje zdanie.

        Like

      4. cholera jasna rozrzewniłam sie , poważnie. kocham NY byłam tam inie tylko tam. wschodnie wybrzeże w tą i tamtą stronę. floryda i moje ukochane Palm Beach o krórym pisalam. oczywiśie namiastkę tego zobaczyłam. wielki kanion mi uciekł mimo że miałam juz tam jechać.kocham amerykę. kocham od dziecka zawsze chciałam tam życ, mieszkać i po prostu tam być. nowy york jest niepowtarzalny, zróżnicowany, tętniący życiem taki od którego chce cie uciec i zostac na zawsze. najbardziej jednak podobał mi sie brooklin. brodwey i wszystko to od czego sie stroni. bywało różnie. od szarych suteryn po luksusowe wnętrza na Time Squar. od greepoind po manhatan.
        Misiek – ale mi wycieczke w głąb siebie zrobiłeś, a niech cie!!!!

        Like

      5. na dodatek samotnie? To już całkiem zagadka?
        Ale pewnie coś wyjątkowego jednak tam musiało się zdarzyć? Czy tylko wyłącznie magia miejsca ?— potrzeba bycia w samotności sam ze sobą? Bez odbioru… takie tam pytańka same od razu się nasuwają….
        nie myśl, że jestem ciekawska….

        Like

  18. Very bad trip

    Ktoś tu pytał o grzyby…
    To a propos odlotu z D.J. Lamą?

    Ciekawa konstrukcja tekstu.Pierwsze i drugie zdanie są sprzeczne, podobnie jak ostatnie i przedostatnie.

    “Nigdy wcześniej nie chciałem być świętym”(A teraz?)
    “Chęć ta trwała (…) tylko chwilę”
    Jaka chęć? Przecież właśnie tej chęci ponoć nigdy nie było.

    Podróże

    Uciekaj
    Uciekaj tak długo jak czujesz, że cokolwiek Ci to daje
    Uciekaj, jeśli tak bardzo potrzebujesz ruchu, a na horyzoncie nie ma nikogo kogo warto byłoby gonić
    Uciekaj, uciekaj
    Uciekaj, ale wiedz, że od samego siebie nigdy nie uda Ci się ostatecznie uciec
    Podróżując

    Like

      1. Pełno?
        Aniołów?
        Jak to?
        Z tekstu wynika, że pełno tu w L.A. biedaków, bezdomnych, nieszkodliwych wariatów, ale też tych niebezpiecznych.
        Poproszę zatem o definicję słowa “anioł”

        P.s.Chyba miało być:”zbiera nocĄ śmieci”

        Like

      2. Salome – nei wiem co tu jest nie zrozumiałego w jego tekście. autor użył metafory, przewrotnie bawi sie słowami to już chyba każdy powinien wiedzieć.
        anioły – bezdomni. ludzie – śmieci, błogosławieni lub wybrani.
        niektórym to trzeba jak krowie na miedzy….
        mi sie podoba, poetycko, a sam tekst jest czytelny jak najbardziej. przynajmniej doboru ( może przypadkowego ) słów nie przyćmiewa opowiadana historia.
        niektórzy to chyba z językiem na brodzie wyczekują tylko kolejnej skrajnej opowieści o igłach, jednorazowym pieprzeniu etc.

        Like

      3. z “każdego kąta nachylenia” może być przyjemne opowiadanko.
        😉
        zależy kto z kim , zależy kto jak lubi…
        A Ty Pulpetko, może spróbujesz w zakładce “inna tworczość” pokazać nam Twój punkt widzenia…
        🙂 😉 😀 🙂 😉 😀 🙂 😉 😀

        Like

      4. no bo wiesz, że na A. nie możemy ostatnio liczyć… zawsze podkreśla…
        “Nigdy też nie pisałem po to żeby coś się tu pojawiło, bo ktoś czeka na tekst, bo obiecałem.”

        daj upust swym pragnieniom… mhhhh?

        Like

      5. to bezpański człowiek, ubogi biedak, nienormalny żebrak nie może aniołem być?
        miało być jak było -> nocne śmieci

        Like

      6. @A.J.Gabryjel
        W sensie metaforycznym każdy może być aniołem.Upadłym też.Stan konta i status społeczny nie mają znaczenia. To są sprawy drugorzędne, bo prawdziwe anioły to byty czysto duchowe.

        @Ta Co Błaga
        Dlaczego anioły muszą kojarzyć się każdemu z bezdomnym?
        Nigdy nie zdarzyło mi się pomyśleć o kimkolwiek “śmieć”. Ty uważasz, że każdy powinien to rozumieć: “ludzie-śmieci”.
        Więcej szacunku do ludzkości poproszę.

        Czy jesteś z wykształcenia weterynarzem?
        Ta “krowa na miedzy” i “język na brodzie”…
        Hmmm… bardzo poetyckie…
        🙂

        Like

      7. a to przepraszam, tu jakiś kącik z poezją?
        ha! od zawsze mnie mierzi jak to ludzie oburzają sie słowami które przecież występują w słowniku języka polskiego. to kwestia umowna co dla kogo jest wulgaryzmem. ja staram sie patrzec nieco poza horyzont.
        kurwa czy prostytutka? hmmm, jedno wg ciebie pewnie wulgarne drugie świadczy o zawodzie.
        fajnie Cejrowski kiedyś opowiedział o złocie. to kwestia umowna społeczeństwa i ludzi wogóle że ma jakąś wartość w sobie. jest kruche, łamliwe nie przydatne na co dzień mimo to ma wielką wartośc.
        to ciemna masa sie umówiła że coś jest białe a coś czarne.
        dla mnie każde słowo jest dobre, krowa na miedzy? chodziło może o to że to co autor powiedział jest proste jak budowa cepa stąd moje porównanie.
        co do ludzi- śmieci to przepraszam ale patrząc w koło widzę jak ci z kasą traktują właśnie takich. jak mijają żebraków na ulicy nie rzucając im grosza bo pewnie pójdzie przepije więc po co? ciekawa jestem czy jesteś osobą wierzącą. jak potwierdzisz to zadam ci jedno pytanie. ale najpierw zapytam czy dajesz bezdomnym jałmużnę?

        Like

      8. @Ta Co Błaga
        Fajnie, że przepraszasz!
        😉
        Nie lubię pisać o tym co dobrego robię dla innych. Ale skoro pytasz…
        Jałmużna… Nie lubię tego słowa.
        Co mogę dać bezdomnym?
        Miłość, choć odrobinę, choćby okruszek
        Miłość trzeba jakoś wyrazić
        Zziębniętym bezdomnym ogrzewam więc dłonie kubkiem pełnym gorącej czekolady
        Proponuję świeżą pachnące bułkę
        Coś na co sama mam ochotę

        Twoja kolej na pytanie
        Wierząca czy nie- zadaj mi je

        Like

  19. Teraz chyba jesteś w Polsce, gdzieś tam…
    Ostatnio coś w tym guście mówiłeś… że prawdopodobnie dotrzesz pod koniec czerwca.
    Także jakby tak było… Miłego pobytu. Trafiłeś na piękne lato w Polsce..

    Like

  20. Siostra moja rodzona mieszka od jakiegoś czasu w Kalifornii. I najbardziej uderzyła ją ilość bezdomnych na ulicach Los Angeles. Amerykański sen nie dla wszystkich…

    Like

  21. Los Angeles to nie Ameryka. LA to biegun magnetyczny dla wszystkich mlodych zbuntowanych lub przekonanych o wlasnym talencie I wierzacych ze wlasnie im sie uda przebic przez sitwe Hollywood. W drodze do slawy w dzien zebrza lub zamiastaja bary, wieczorem “bywaja” tam gdzie moga byc zauwazeni przez “lowcow glow” z filmowych korporacji, noca, prostutuujacy sie dla tych samych powodow – zeby albo przezyc okres oczekiwania na Wielka Slawe choc o kromce suchego chleba, lub zeby dostac malenka niema role pokojowki wnoszacej tacke z drinkami w filmie klasy C. Po jakims czasie sny o wielkosci sie rozmywaja, mlodosc I talent rozmywaja, zostaje ulica. LA to miraz snow I marzen, ktore tylko w malenkim promilu koncza sie kariera – reszta szuka pocieszenia I srodkow do zycia jak moze, wciaz jeszcze skrycie marzac, ze a nuz…… z Bentleya wychyli sie Scorsese lub Spielberg I skinie palcem, przywola, zaoferuje, obieca…. Wielu mlodych z gitara czy kokardka przypieta w szkole sredniej za role Annie przez Ciocie Marte lapie taksowke do niebianskiego Hollywood
    Reszta Ameryki raczej stapa po twardym gruncie. Anioly fruwaja w chmurach tylko w LA.

    Like

  22. Anioły są wszędzie , nie tylko w LA.

    Już prawie ciemno, przedświąteczna atmosfera udziela się chyba każdemu. Ostatnie zakupy w koszyku, wystarczy zapakować je do bagażnika i jechać do domku. Nagle widzisz smukłą, przygarbioną postać. Od razu poznajesz, że to ktoś, kto kręci się po parkingu, by żebrać. Myślisz, pewnie kolejny cwaniaczek, wykorzystujący magię świąt. Idziesz więc szybko w stronę auta i prosisz w duchu – ” Tylko do mnie NIE PODCHODŹ”. Jesteś już przy samochodzie i nagle gonitwę twoich myśli przerywa cichy, spokojny i dziwnie magiczny głos, JEGO głos. Nie wiesz co mówi, ty tylko czujesz Tę chwilę, wstrzymujesz oddech, odwracasz się i spotykasz JEGO oczy. Zamierasz. Są pełne bólu, smutku, ale są też pokorne, dobre. Krótka chwila, w której nie myślisz. CZUJESZ. Łzy napływają Ci do oczu, nie jesteś w stanie nic powiedzieć. Świat się zatrzymał. Jest tylko cisza, choć w Tobie wszystko krzyczy, czuje, płacze. Wyjmujesz z portfela trochę gotówki, nawet nie wiesz ile. Dajesz mu ją. ON znowu coś mówi, ten JEGO głos, jest jak głos Anioła, który naprawdę cierpi.

    Nigdy więcej nie było mi dane go spotkać.

    Like

    1. @Malinka
      Metanoja i katharsis
      Można by tą Postać-Nie-Z-Tego-Świata obsypać złotem, ale i tak byłoby mało
      Bo takie doświadczenie jest absolutnie bezcenne
      Przestawia nas na inne tory

      Like

  23. Adam oglądałeś mecz naszych z Portugalią? 😦
    I jakie emocje Ci towarzyszyły przy oglądaniu?

    Szansa stracona, a szkoda byliśmy tak blisko, tak blisko, achhh,, już czułam zapach zwycięstwa… Dziś będę nadal chyba smutna. 😦
    No, jak to w sporcie nie lepsi idą dalej, troszkę szczęścia nam zabrakło. 😦

    Like

  24. W Polsce gorąco ale Ty przyzwyczajony jesteś do “gorączki” A. 😉
    Czekając na Twój kolejny, zaskakujący wpis…

    The Cure – Just Like Heaven ****

    🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s