Jak wydać książkę

Za każdym razem po ukazaniu się mojej książki na rynku, dostaję sporo maili wypełnionych pytaniami dotyczącymi procesu wydawniczego. Dziś odpowiem na kilka z nich.

Moja droga do wydania książki była dość prosta i szybka, więc nie jestem pewny, czy jestem odpowiednią osobą do udzielania rad. Jednak było nie było trzy moje książki zostały wydane, sprzedały się dobrze, do czynienia miałem z dwoma wydawnictwami, więc jakieś doświadczenie mam i chętnie się nim podzielę.

Może zacznę od tego, że nie uważam się za osobę z talentem pisarskim, jeśli jakiś mam to jest go we mnie bardzo mało. Dlatego wiem, że skoro mnie udało się napisać i wydać książkę, to każdy to zrobić może.

W pisaniu książki najważniejszy jest upór, który sprawi że książkę skończymy. Założę się, że w wielu szufladach leżą setki niedokończonych bestsellerów.

Osobiście mam kłopot z czytaniem tego co napisałem, pamiętam że gdy skończyłem „fnt” przeczytałem go raz i czytając wykreślałem i wykreślałem. Moja liposukcja wyszczupliła książkę o ponad 20000 zbędnych słów. Odpocząłem kilka dni i znowu zacząłem czytać i znowu kasować. Nie odważyłem się czytać po raz trzeci, bo wiedziałem że w końcu nic nie zostanie. Uważam jednak, że proces eliminacji niepotrzebnego tekstu jest ważny, nadmiar bezużytecznych słów osłabia całość.

Na rynku funkcjonują setki wydawnictw, z jednej strony mamy wydawnictwa tradycyjne. A z drugiej drukarnie, które za wydawnictwa się podają, tam książkę wydać jest bardzo łatwo, gdyż w nich wcale nie chodzi o jakość napisanej książki, a o to by autor zapłacił za jej wydanie. Wiem, że wydający w ten sposób autorzy mogą się obrazić, ale moim zdaniem wydanie książki ze „współfinansowaniem” nie jest wydaniem książki, a zapłaceniem drukarni, która wydrukuje cokolwiek co do firmy zostanie przysłane, bez względu na jakość. Od tych biznesów radzę trzymać się z daleka, gdyż „wydawnictwa” te nie zarabiają na sprzedaży książek, a na podpisaniu umowy z autorem. Jak? To proste, za wydanie pierwszych 600 egzemplarzy trzeba zapłacić u nich u nich około 10000 złotych, jednak wydanie takiej ilości książek, wliczając w to wszystkie koszty typu: redakcja, korekta, łamanie, skład, okładka, kosztuje 5000-5500zł. Do tego należy doliczyć reklamę, jednak przy 600 egzemplarzach na reklamę nie ma co liczyć, chyba że na stronie „wydawnictwa”. To dla tych kilku łatwych tysięcy drukarnie, które podają się za wydawnictwa, odpowiadają na propozycje literackie natychmiast.

Po drugiej stronie stoją tradycyjne wydawnictwa, które w każdym tygodniu dostają po kilkadziesiąt propozycji literackich. Manuskrypty spadają do redaktorów, osób, które wiedzą czego szukają, a szukają po pierwsze czegoś dobrego, a po drugie czegoś co się sprzeda. Każdy z redaktorów ( choć w większości są to kobiety, które bardzo lubią czytać) marzy o tym by odkryć nieodkryty talent i każdy manuskrypt otwierają z nadzieją.

Wszedłem ostatnio na jakieś forum autorów i większość z nieopublikowanych pisarzy jest pewna, że po tym jak książka jest wysłana do wydawnictwa nigdy nie zostaje ona przeczytana. Nieprawda, każda propozycja wcześniej, czy później czytana jest, niekoniecznie w całości bo jak mówią obie moje Panie redaktor, zwykle wystarczy kilka stron powieści by wiedzieć czy warto czytać dalej.

Statystyki są nieco przerażające. Mój pierwszy dom wydawniczy – Wielka Litera w ciągu ostatnich trzech lat, z tego źródła wydał tylko jedną książkę, wydawnictwo Filia nie znalazło jeszcze żadnej książki tą drogą, dlaczego? Bo książki które przychodzą „znikąd” są najczęściej bardzo słabe, bardzo kiepskie, albo bardzo przeciętne, albo takie które sprzedadzą się marniej niż marnie, a tymi kategoriami żaden wydawca nie jest zainteresowany. Więc nie ma się co czarować, szanse nie są wielkie, ale są – jeśli napisana książka, jest albo dobra, albo sprzedawalna, albo jeszcze lepiej zalicza się do obu kategorii naraz.

Jak więc wydawcy pozyskują książki? Najczęściej zamawiają je u autorów, lub znanych osób które mają zadatki na autorów. Tak też było w moim przypadku, po sukcesie pierwszej książki odezwało się do mnie kilka wydawnictw z propozycjami współpracy, w końcu na jedną z nich powiedziałem „tak”, głównie dlatego że chciałem poznać różnicę.

Mój przykład pokazuje, że założenie bloga, posiadanie mniej lub bardziej wiernej publiczności może ułatwić proces opublikowania debiutanckiej powieści, jednak gdy książka po przejściu przez wstępną selekcję zwykle trafia do kilku recenzentów, a oni nie mają już informacji na temat tego kim jest autor, zatem blogi, nagrody wygrane w literackich konkursach, mogą wyróżnić potencjalnego debiutanta z ławicy jemu podobnych, ale z pewnością nie będą decydującym faktorem w podjęciu decyzji o zakupie manuskryptu.

Debiutant przed rozesłaniem książki, powinien zapoznać się z profilem wydawniczym wybranych wydawnictw, w celu sprawdzenia czy napisana książka jest kompatybilna z tym co dane wydawnictwo publikuje. Mnie przecież Wydawnictwo Święty Wojciech, za żadne skarby nie wydało. Gdy już wiemy do których wydawnictw warto wysłać manuskrypt, wówczas warto do wydawnictwa zadzwonić, zapytać kto zajmuje się selekcją próbek literackich, jak długi jest okres oczekiwania na odpowiedź, poprosić o bezpośredni adres mailowy, zapytać czy życzą sobie książkę w całości czy nie, czy oprócz manuskryptu potrzebny jest też konspekt, czy bio, są wydawnictwa, które przyjmują propozycje literackie tylko w określone dni i jeśli propozycja zostanie wysłana poza okresem naboru, wówczas nie zostanie przeczytana – zwykle te informacje można znaleźć na stronie wydawnictwa, lecz nie zawsze, dlatego warto dzwonić.

Po wysłaniu przychodzi czekanie, czasami trwa ono kilka dni, czasami pół roku. Nie ma reguły. Są wydawnictwa, które odpisują na każdą przysłaną im propozycję, większość z nich ma przygotowanych miło brzmiących zdań typu „mamy już przeładowane plany wydawnicze na najbliższy rok, dlatego też nie zdecydujemy się wydać Pana/i książki”, znaczy to tyle że książka nie przeszła przez sito, są i takie wydawnictwa które ignorują i maszynopisy i autorów jeśli nie są nimi zainteresowani.

Szanse nie są duże, jednak każdego roku pojawia się kilku debiutantów, więc jednak są.

A gdy dostaniesz odpowiedź, że tak, że chcą Ciebie bardzo?

Po pierwsze przygotuj się na to, że ze wszystkich ogniw które zarobią na twojej książce ty, autor i twórca zarobisz najmniej, przy niesłychanych zdolnościach negocjacyjnych może uda Ci się utargować 10% ceny okładkowej, jednak nie zdziw się jeśli wydawca nie będzie chciał przekroczyć 6%. Na poczet przyszłych zysków ze sprzedaży dostaniesz zaliczkę, przy pierwszej książce 5 tysięcy to spora zaliczka.

Każdy punkt umowy może być negocjowany, nie wszystkie warto negocjować, moim zdaniem zwłaszcza przy pierwszej umowie warto skupić się na tych punktach które są ważne, dla mnie na przykład ilość egzemplarzy autorskich była zupełnie nie istotna, więc się o nią nie wykłócałem.

Nie licz też na wysoki nakład ten zapewne nie przekroczy 4 tysięcy, zresztą 4 tysiące sprzedanych egzemplarzy w przypadku debiutu, na Polskim rynku uważa się za sukces. Fakty są jednak takie, że większość sprzedaży debiutanckich tytułów liczy się nie w tysiącach, a niskich setkach. Są wyjątki, które sprzedały się  w setkach tysięcy, jasne że są, te jednak są tak rzadkie, że wygrana w totka jest pewniejsza.

Polacy czytają mało, a jak już to stronią od polskich autorów, a jak już cud się stanie i sięgną po Polaka, to raczej nie będzie to debiutant. To dlatego większość debiutantów sprzedaje tyle sztuk książek ile udaje mu się ich upchnąć wśród rodziny, przyjaciół i znajomych znajomych.

Potem książka przechodzi przez redakcję i redaktor często poprawia ze złego na lepsze, jednak czasami ulizuje co nie powinno być ulizane, zmienia niepotrzebnie, pamiętam że w którejś z moich książek, oprócz tysiąca absolutnie koniecznych poprawek znalazły się takie, których nie rozumiałem: kolor pistacjowy zmieniony na pastelowy itp. Na takie poprawki nie ma sensu się zgadzać.

Ja sam, poza treścią, mam bardzo mało do czynienia z postprodukcją mojej książki, tytuł mało mnie obchodził, wymyślony został w każdym przypadku przez wydawców, każdy z tytułów podobał mi się średnio, moje propozycje moim zdaniem były lepsze, ale wyszedłem z założenia, że w tej dziedzinie to oni są zawodowcami i wiedzą co czynią. Tak samo sprawa miała się z okładką, zawetowałem kilkanaście projektów, w końcu jednak musiałem się na coś zgodzić.

A gdy książka trafi już do księgarni i w dłonie czytelników przygotuj się na powódź skąpo serdecznych i nieprzychylnych ocen. Mnie prowadzenie bloga uodporniło na mało pochlebne słowa widowni, i nawet lubię te najkrytyczniejsze z recenzji, choć teraz recenzji już staram się nie czytać. Często jednak czytam recenzje książek, które właśnie skończyłem, czasami się z nimi zgadzam, czasami nie, jednak w recenzjach widzę regułę, która jest prawdziwa w życiu, jest sporo osób, które lubią się czepiać, narzekać na rzeczy nieistotne, a czasami zwyczajnie sprawić by autor poczuł się podle.

Twoja książka nie spodoba się wszystkim, większości pewnie się nie spodoba i co z tego, nie uda ci się przekonać nikogo by lubił to co piszesz, nie próbuj nawet. Jedyne co możesz zrobić to pisać najlepiej jak potrafisz, nie męcząc się przy tym zazbytnio, nic ponad.

A potem odkrywasz drugą stronę piractwa. Sam niejednokrotnie oglądałem spiratowane filmy, choć na swoje usprawiedliwienie powiem, że zwykle są to rzeczy niedostępne w Polsce. Jak już kiedyś wspominałem stosunek sprzedanych ebooków do nielegalnie ściągniętych jest 1:100. W przypadku „Kusiciela” postanowiłem sprawdzić jaka jest prawda. W tydzień po premierze książki, bardzo okrojoną jej wersję, dodałem do katalogu jednej z przodujących stron udostępniających między innymi ebooki za darmo. Słyszałem o zagranicznych autorach, którzy dodają w ten sposób swoje książki, tylko zamiast treści osoby ściągające znajdują wirusy, ja jednak wstawiłem pustaka. Książka była w katalogu przez niespełna 24 godziny, spodziewałem się kilku, może kilkudziesięciu ściągnięć. Małym szokiem było liczba 889, tak próbowano ją pobrać 889 razy…

Po pierwszej książce przychodzi pomysł na drugą, i tu może być różnie, bo to że wydało się jedną nie znaczy że wyda się kolejną, zaledwie 8% autorów wydaje drugą książkę. Zwykle powodem braku publikacji kolejnej powieści, jest mizerna sprzedaż tej pierwszej.

Idealnie byłoby tak, że dobre książki stają się bestsellerami, i faktycznie bywa, że dobre książki sprzedają się dobrze, ale równie często dobre sprzedają się słabo, a słabe sprzedają się dobrze, na szczęście są i książki złe, które nie sprzedają się wcale. Jeśli moje książki są moimi dziećmi i miałbym wskazać, które z nich jest najładniejsze, bez wahania wskazałbym na moją drugą latorośl. Tak „Grzesznik” podoba mi się najbardziej, a sprzedał się najgorzej – na rynku wydawniczym nie ma sprawiedliwości i nigdy jej nie będzie.

Jeśli macie jeszcze jakieś dodatkowe pytania, zadawajcie je śmiało.

Tymczasem

Screen Shot 2015-01-22 at 2.24.29 pm

272 thoughts on “Jak wydać książkę

  1. Wracając do tematu…

    Jak długo pisałeś swoje książki?
    Jeśli nie jest to tajemnicą, zdradzisz jaki miały nakład?
    Dawniej, stopki wydawnicze zawierały takie dane, teraz już nie.

    Like

  2. Kalina, prawdziwa gwalcicielka z ciebie jest. hehe 🙂 chyba się strasznie nudzisz w życiu, skoro tak wiele masz czasu na pisanie tych swoich komentarzy. raz go chwalisz raz się czepiasz. zdecyduj się kobieto. równowaga to podstawa. nie no luzik. pisz sobie pisz co tam ci na duszyczce leży i naprawdę jednak nie martw się za bardzo, ani nami kobietami, ani nim. facet twardzielem jest ale i wrażliwym jednocześnie. troszkę kłamie, troszkę prawdę mówi, normalnie, jak wszyscy. to jedyna odpowiedź, do szystkiego i wszystkich 🙂

    Like

    1. -“Bella”…
      Na szczęście ani się nie nudzę,ani nie jestem znudzona…
      Tak,piszę wtedy kiedy mam czas…na szczęście udało mi się i poniekąd jestem ‘panem swojego czasu’ 🙂
      Ciekawe,że wśród tylu ciekawych kobiet i ich ciekawych komentarzy,zwróciłaś uwagę akurat na moje…które uważam blado wyglądają pośród niektórych tak wnikliwych analiz 😉
      Przepraszam że poczułaś się zgwałcona 😉
      Pozdrawiam 🙂

      Like

      1. -“Bella”…
        I jeszcze…dużo mogłabym napisać,ale na pewno nie to,że się martwię 😉 Adaś to duży chłopiec,a my dorosłe dziewczynki przecież 😉

        Like

  3. przeczytałam tylko pierwsze zdania powyższego wpisu i mój komentarz jest taki: może i nie masz wybitnego talentu ale masz coś do powiedzenia, a właściwie dużo, a to się rzadko zdarza u facetów.

    Like

  4. Jakoś nie specjalnie tęsknie za erotycznymi postami. Jak dla mnie mogłoby ich nie być. Zdecydowanie wolę te mniej pikantne, przynajmniej wiem że są prawdziwe. Zastanawia mnie to dlaczego autor je pisze skoro sam nie przepada za tym gatunkiem?

    Like

      1. Witaj Ana 🙂
        Nooo…już myślałam, że przepadłaś…Dziewico 😉
        Podejmę po raz kolejny “tę rękawicę” a’propos różnych tematów…dopóki nie wróci A…

        Twoje “wywody” na temat MM, hmmm…MÓJ światopogląd to…w Biblii jest tylko wzmianka, że Jezus “wypędził” z niej 7 demonów…natomiast, Prostytutką nooo…sorry, Nierządnicą wtedy, o której wspomniałaś ( Jezus, uratował ją, od ukamienowania, i wtedy padły te wiekopomne słowa “…kto jest bez winy…J. 8”) przypisali MM, Anno Domini VI w. Grzegorz Wielki Papierz, rąbnął się na kazaniu i tak została MM Prostytutką, potem w domu Szymona, kiedy maściła stópki inna jawnogrzesznica (Łk. 7) też przypisano to MM.

        Potem…długo potem…pojawił się DAN BROWN 😉
        I tyle jeśli chodzi o mity i legendy Ann 😉
        Jest jeszcze Stary Testament, gdzie bogu…to, krwawy i mściwy “sprawiedliwy”, gdzie gwałt i przemoc mają tak bardzo ludzkie oblicze….tego nie wygłosi ksiądz na kazaniu, bo boi się tego jak “diabeł święconej wody”…wszystko co ludzkie jest…ułomne i interesowne a taki jest testament, spisany ludzką ręką…
        I jest jeszcze Papierzyca Joanna ;), są Masoni- Iluminaci i…hasło “Fidelio”…OKO HORUSA “Eyes Wide Shut”…Ann…, fantazja, iluzja…jak chcesz…prawda-nieprawda…taki jest ten ludzki świat, pełen tajemnic… 😉 Kubrick przypłacił zawałem ten obraz…Warner Bros okroiło mooocno prawdziwy scenariusz, Stanley dotarł do… 😉

        Dlatego wolę Druidów i…bliżej, Noc Sobótki, tej prawdziwej, pierwotnej…bo im bliżej natury niż człowieka, tym zdrowiej i normalniej 🙂 ZIEMIA I jej SKARBY to jest to co blisko mej duszy Ann…

        P.S.
        Moja Babcia była zielarką, prawdziwą cudowną zielarką…i tyle w temacie…ludzie to…kobiety+sex+pieniądze+religia=WŁADZA i tak się to kręci Annn…czy chcesz tego, czy nie…zawsze blisko namiętności i pożądania…erotyki 😉

        Pozdrawiam 🙂

        Like

      2. Ooo maj gasz…”Papierz” zamiast Papież, Papieżyca…ouć, błysnęłam jak chrząstka w salcesonie…wybaczcie Ci co zechcecie przeczytać…

        😉

        Like

      3. Witaj Ivy 🙂

        Nie przepadłam nigdzie, jestem tu cały czas. Tylko wiesz…ja z natury małomówna jestem 🙂 Wszak siedziałam tu cicho prawie 1,5 roku zanim pierwszy raz zdecydowałam się otworzyć buzię 😀

        Znałam tę prawdziwą historię o MM, ale tak się przyjęło, że MM była prostytutką. Dlatego żeby było wiadomo o co chodzi to podałam akurat ją jako przykład i nie prostowałam tego co mówiła kate o okazaniu skruchy i przyznaniu się do winy, bo zwyczajnie nie chciałam żeby poczuła się zdeprecjonowana. Swoją drogą, to postać MM jest intrygująca, bo niezatwierdzone przez kościół źródła podają np. że była jednym z Apostołów i była żoną Jezusa, mieli dzieci.

        Nie wspomnę już, że postać Jezusa interesuje mnie bardziej niż bardzo. Jego istnienie jest faktem, podawanym przez wiele niereligijnych źródeł, natomiast wiara w to, co robił to już kwestia…wiary właśnie Myślę o nim jako o moim prawie- rówieśniku, który był niezłym skandalistą jak na swoje czasy. Zrobił rozróbę w świątyni, nie przestrzegał praw żydowskich i jeszcze bezczelnie mówił starszym i uczonym, że sami sobie te prawa pozmieniali zasłaniając się Bogiem, kumplował się z celnikiem (skandal jak na tamte czasy), wyróżnił kobietę a nie mężczyznę i kazał jej nieść wieść o swoim Zmartwychwstaniu (kobiety nie miały praw i dlatego MM nikt na początku nie uwierzył) i jeszcze ogłosił się Synem Boga. Gdyby Jezus narodził się w dzisiejszych czasach, to na pewno wylądowałby na Pudelku albo przymusowo u psychiatry. Wykazywał też typowe dla ludzi zachowania – bał się i prosił Boga aby jednak go nie ukrzyżowano. Jak go wkurzyli to przezywał ludzi („żmijowe plemię”, śmiać mi się z tego zawsze chce). No taki…ludzki był 🙂
        Widzę, że znasz więcej niż podstawy, więc może znasz jakieś ciekawe książki o życiu tego Pana?
        Szczególnie interesuje mnie to, co robił do 33 r. ż.

        Ten Stary Testament, z tego co mi wiadomo, nie jest dla nas „podstawą” Podstawą jest dla wyznawców judaizmu, którzy nie uwierzyli w Jezusa. Chrześcijanie opierają się głównie na tym, co związane z Jezusem i jego naukami, czyli Nowym T, bo Jezus zawarł z ludźmi Nowe Przymierze. Jezus nawiązywał do ST mówiąc, że mają się wypełnić proroctwa w nim zawarte i że mamy się trzymać Dekalogu spisnego przez starotestamentowego Mojżesza. Na szczęście nie powielał starotestamentowych praktyk uchodzących i dzisiaj za złe. I z tego co mi wiadomo, kościół głosi, że ST ma pokazać niedoskonałość ludzkości w okresie przed przyjściem Jezusa ( nie dziwię się, jak czytam np. o córkach Lotta :D), a wzór do naśladowania mamy w NT.

        A nawiązując do Kościoła Katolickiego, to często się nie zgadzam z jego naukami. Niezrozumiałe jednak dla mnie jest to, że ktoś odchodzi od Boga dlatego, że nie podoba mu się ksiądz/kościół i jego nauki. Dla mnie to dwie odrębne sprawy, tym bardziej że są tam te czarne plamy, które wymieniłaś typu Illuminati. Dla mnie istotne jest to, co w NT i Dekalogu, a nie jakieś tam gadanie, że nie wolno używać prezerwatyw (bo w nich lądują „prawie dzieci” czy co?). Ja pomimo chwil zwątpienia, wierzę. Mam mocna podstawę by wierzyć, bo bezczelnie domagałam się by mi udowodnił, że o mnie nie zapomniał jak wątpiłam przygnieciona kilkoma baaardzo trudnymi problemami. Na drugi dzień żadnego z nich już nie było (wiedział, że mam coś z Tomasza 😉 ). Ale nie polecam w razie czego Ivy tak testować 😉
        Przed tym Danem Brownem 😉 jeszcze bym wymieniła z tych ciekawszych: działania charyzmatyków (widziałam na własne oczy – wierzę), stygmaty – dla mnie intrygujący temat, mistycy – właśnie przymierzam się do spuścizny Emmerich i egzorcyzmy – na te chciałabym się wybrać, ale obawiam się, że nawet pampers by mi przeciekł.
        I to wszystko wymienione wyżej ja rozpatruje jeszcze w kategorii mistycyzmu, a nie fantastyki (choć Apokalipsa mogłaby być niezłym dziełem SF 😉 ).

        Fantastyką jest dla mnie to, co pozostawili nam Słowianie, a co niestety idzie w zapomnienie. Wciąż nie mogę pojąć jak to się stało, że my Polacy uczymy się dokładnie mitologii greckiej i rzymskiej, a prawie nic nie wiemy o Światowidzie i Perunie. Jeszcze jak byłam mała to robiliśmy ognisko w Noc Świętojańską i szukaliśmy kwiatu paproci (haha). Nie praktykuję rodzimowierstwa, ale to życie zgodnie z naturą jak najbardziej przejęłabym i ja gdybym miała mozliwość. Zazdroszczę, że Ty masz dostęp do natury jak i babci zielarki 🙂 Nie miałaby ze mną lekko ta babcia, bo bym ją ciągała po wszystkich łąkach 😀

        Pozdrawiam 🙂

        Like

      4. Wow heh…nie doceniłam Cię Ann 😀

        Temat wiary-niewiary, mitów i legend, pogaństwa itp. wyczerpałam w tym jednym komentarzu Ana. Liznęłam zaledwie czubek góry. Temat zbyt delikatny i drażliwy więc tylko chciałam moje co nieco dorzucić, aczkolwiek zajmujący 🙂
        Bóg ma wiele twarzy, ja stawiam na tę blisko fauny i flory, jakoś tam mi Go najwięcej i najbliżej 🙂
        Zioła, taaa…to raczej Babcia mnie ciągała hehe, długo potem dopiero wgryzłam się w temat i przypomniałam sobie sporo 🙂
        A z dostępem do natury bywa różnie, korzystam kiedy tylko nadarzy się okazja a przede wszystkim czas. I zazdroszczę wszystkim, którzy mogą podróżować niemalże non stop 🙂

        Książki ha, arjusiur? 😉 No nie odważę się wybacz 😀
        Ale jest taka jedna ciekawa pozycja wg mnie oczywiście, która być może Cię zainteresuje, i nie dotyczy Jezusa tylko Lucusia 😛
        To “Diabeł. Autobiografia” Tosca Lee. Zresztą sama autorka to intrygująca kobieta 🙂

        P.S.
        Nie kupuj moherków bo szkoda kasy, wszystkie się na tej Twojej “gorącej” głowie filcują Ana 😛 😀

        Like

      5. Czyli masz i Ty smykałkę po Babci zielareczko, jeszcze bardziej zazdroszczę. Z tą wiedzą zdradliwe zakazy Codex Alimentarius Ci nie straszne, więc ją pielęgnuj 🙂

        Wygląda na to, że obie czekamy na eksplozję wiosny i jej kolorów, zapachów i dźwięków. Jeszcze tylko chwila, mmmm 🙂

        Bardzo zainteresowałaś mnie tą książką, recenzje też zachęcają, ale muszę niestety obejść się smakiem. Nie ma takiego pampersa, który by zaradził na to co by się działo po przeczytaniu 😉 Niektórych tematów wolę nie zagłębiać, dla własnego spokoju.

        Z zakupem moherka na razie się wstrzymuję, ale „za rok, może dwa”, oby jednak nie 😀 Póki co jest tak, że im świat bardziej wariuje, tym Ana bardziej hmm… się konserwuje, staje się konserwatywna znaczy się.

        Pozdrawiam 🙂

        Like

      6. No nie no, Ana nie możesz się “bać” książek no… 😉
        Jak chcesz ogarnąć Dżezusa bez Lucka??? No nie da się nijak moja droga. Poza tym jasny gwint jak Ty przeczytałaś A. w takim razie ???? 😉 No nie pojmuję 😛 😀

        Zapewniam, że Tosca Cię pozytywnie zaskoczy 🙂

        Pozdrowionka 🙂

        Like

      7. Do Lucka podchodzę w myśl zasady “nie tykać gówna, bo zacznie śmierdzieć”. Ma to uzasadnienie, bo kiedyś już próbowałam dowiedzieć się o nim czegoś więcej na pewnym forum (celowo nie zdradzę szczegółów aby kogoś nie zachęcić). Skończyło się tak, że niektórym z tego forum sprawy wymknęły się spod kontroli, mieli jakieś schizy aż życie im zbrzydło i niektórzy chcieli z nim skończyć. Jak się to skończyło nie wiem, bo zwiałam 😀

        A jeśli chodzi o Adama, to co prawda niekiedy wybałuszam ślepia jak Go podczytuję, ale nie ze strachu 😉

        Do miłego 🙂

        Like

      8. No masz hahahaha…boi się ale włazi hahahaha…rumieńce są ale nie spróbuje 😀
        Ale z Ciebie ziółko “moherku” i to niezłe! 😉

        Książka jest życiowa no więcej Ci nie zdradzę 😉

        Do miłego 🙂

        Like

  5. Adam…buuu…
    Co trzeba zrobić lub napisać, lub wyznać Ci albo powiedzieć, no…co zechcesz, przecież wiesz, że dla Ciebie WSZYSTKO ;), żebyś…otworzył Archiwum, noooo co mrrrr? 😉
    Ekhm “poświęcę się ;)))”dla dobra wszystkich zainteresowanych tylko powiedz słowo…klucz 😉
    Komentarze zostawiłeś a resztę “spakowałeś w kartony”, odkurz, przeleć korektorkiem co nie dla “naszych oczu”, usuń foty i co tylko chcesz, co Cię za bardzo odkrywa ale…zaspokój, daj poczuć Cię…chociaż tak…mrrrauuuu 😉 😀

    Że zacytuję moją ulubioną Mentorkę…
    “Przemilczenia dzielą bardziej niż nieobecności.”
    Nie musisz BYĆ ale…nie milcz…proszę 🙂 😉

    Z wyrazami szacunku jak zawsze, Ivy 🙂

    Like

    1. Zrobiłam co mogłam żeby Cię przekonać w powyższym temacie, na pewno jeszcze nie skończyłam, odważyłam się…
      To dla Ciebie od mua…spokojnie to raczej dlatego, że Ci zazdroszczę dżizus nawet nie wiesz jak bardzo ale znajdę czas na NIEGO!

      “Tylko tyle” dla Ciebie heh ;)*
      “…My life
      You electrify my life
      Let’s conspire to ignite
      All the souls that would die just to feel alive…”

      Like

      1. Ok, nie wiedziałam. Myślałam, ze są tylko ukryte.
        Wiec penwnie nie ma sensu wspominać czegoś czego juz nie ma i nie wróci. W FnT2 jest czesc wpisów ale nie wszystkie. Poczytam w takim razie komentarze i skomentuje cos czasem, nie masz nic przeciwko prawda? I nie, nie bede zawiedziona jak tam nie odpowiesz, jak o cos zapytam 🙂
        Ja Muse lubiłam wtedy i lubię nadal. Beda w Polsce w tym roku wiec może mi sie uda.

        Like

      2. Jeszcze tylko dodam, że czytając nawet tylko Twoje komentarze sprzed lat można dobrze wyczuć jak się zmieniałeś tu na blogu. Ten zwiększający się dystans do czytelniczek, tą coraz mniejszą spontaniczność w odpowiedziach i otwartość we wpisach (to o tych co jeszcze widać).
        Można powiedzieć, że tłum przytłacza ale też pewnie oprócz sympatyków wzrosła wraz z popularnością ilość pseudo-sympatyków.
        Real też zrobił swoje w końcu to 5 lat co najmniej.
        Mam tylko nadzieję, że sława Cię nie zepsuje w tym złym znaczeniu.

        🙂

        Like

      3. Mnie nie dziwi ta oszczędność w pisaniu odpowiedzi na nasze wpisy, wkońcu ile razy można odpowiadać wciąż na te same pytania :-). A czytając wcześniejsze wpisy i komentarze można uzyskać odpowiedzi na pytania, które chciało by się zadać, a które już są przy wcześniejszych wpisach.

        Like

      4. Masz rację MA 🙂
        Dlatego staram się jak najmniej pytać a teraz już bo sama na wiele swoich pytań znalazłam odp. szperając na blogu. I dziewczyny/kobietki wyręczają A. i dobrze.
        Brakuje mi tylko tych dialogów z A. z początków bloga bardziej niż wiedzy na jego temat. Naprawdę był tam i dowcipniejszy, i mniej chłodny, i bardziej rozluźniony (no tak to odczułam). Brakuje mi tego tak zwyczajnie bez podtekstów. Monologi są samobójstwem bo to tylko przypuszczenia, coś co się wydaje w końcu się zapętlasz i stwierdzasz, że sam nie wiesz o co chodzi 😉
        I nie, niczego nie wymagam ani nie mam roszczeń i zdaje sobie sprawę z tych zmian jakie zaszły w ciągu tego czasu odkąd blog powstał. Powtórzę się po prostu mi tego brakuje 😉 Cóż będzie czas przywyknąć na razie zwyczajnie szkoda, że to tak…

        🙂

        Like

      5. Master…
        “Dirt” ;)…
        Sensualny…
        Empiryczny…
        Zmysłowy…
        Zachłanny…
        Przewodniku…
        Daj się tak posmakować znowu…nakarm te wygłodniałe zmysły…
        PLEASE sea of sin… 😉

        Like

      6. One trick pony…?
        Adaś co ta za sztuczka, bo ja nic nie widzę ani na Chrome ani na Firefox , no chyba, że to żart 1-go jak ta pogoda za oknem 😀

        Mój zielony smok wróci? 😉

        Like

      7. Uff…chociaż smoku wrócił 🙂
        Bo Pan Wampir to chyba się w kogoś…wessał za mocno 😛

        Swoja drogą jajka na choince też ładnie się będą prezentować w te święta 😀

        Like

      8. Nie lubisz Vivaldiego Malutka? 😉
        W końcu to jajcarskie święta no nie 😀

        A właśnie Wesołych i Spokojnych Świąt Kobietki i…jak najmniej w garach a więcej w jajkach mieszania Wam życzę 😉

        ;)*

        Like

      9. Ivy.
        Jak zwykle tematycznie, tak jak przystało na tego bloga. Oryginalne życzenia. Dzięki Ivy i Tobie również samych smaczności w degustacji jaj i nie tylko ich.
        😉

        Like

      10. Heh 🙂 dziękuję i wzajemnie 😀 Vivaldiego lubię choć niekoniecznie w pogodzie. 🙂 Ale w sumie jak się zastanowić to wszystko jest potrzebne. Po udawanej zimie, dobrze, że chociaż wiosna prawdziwa 🙂

        Oczywiście ja także życzę radosnych i wspaniałych Świąt Tobie, wszystkim zgromadzonym na blogu no i oczywiście Adasiowi.

        Like

  6. Na dzień dzisiejszy żałuję, i tego jednego jestem pewna, że dopiero teraz odnalazłam Ciebie Autorze. Dopiero teraz, bo co to jest te trzy miesiące, na tle całej cztery i pół letniej historii Twojego bloga. Tak mało mam czasu, by zagłębiać się w jego historię, a za każdym razem gdy jednak przemycę chwilkę, by cię poczytać, ogarnia mnie niesamowitość i za każdym razem zadaję sobie pytanie, kim tak naprawdę jesteś?, o co tutaj w tym wszystkim chodzi?
    I wiem, że mi nie odpowiesz, ale musiałam to napisać.
    Spotkać można tutaj przeróżne odcienie emocji wypowiadających się ludzi, mądrych, inteligentnych kobiet, ceniących Cię, to wszystko skłania mnie do refleksji, że nie jesteś tym za kogo się podajesz.
    Kiedyś ten dzień nastąpi, w którym zaprzestaniesz prowadzenia bloga i wtedy stanie się już historią.
    I Ty o tym wiesz, że ten dzień kiedyś nadejdzie.
    Myślę, że dla wszystkich tutaj odwiedzających, piszących, emocjonujących się i dla Ciebie również, jest dobrym kawałkiem życia, doświadczeniem, faktem niezmiernie ważnym, bo można rozmawiać tak, jak w realu nie można. Temat jeden niezmienny, bo sex i pożądanie to jakby nie patrzeć dość spory kawałek naszego ziemskiego żywota, osobiście dla mnie stanowi istotną rolę intymnej relacji męsko-damskiej, w której przeżywając rozkosze cielesne, a towarzyszące im doznania, pozwalają nam docenić, w tej danej chwili, smak życia. I jacy ubodzy byśmy byli, gdyby tych wszystkich odcieni, barw smaków nie doznali.
    Nie jedną dziewczynę inspirujesz, nie jednemu mężczyźnie dajesz coś do myślenia, co Ty masz, że on tego nie ma? I wiem, że w tym wszystkim nie o to chodzi. Jest fascynacja, nieosiągalność, wyobraźnia. Trzy w jednym.
    Adamie i nie gloryfikować Cię chcę, a raczej podzielić się moim odczuwaniem empatii do Ciebie, którą wyzwalasz w mojej głowie, w takim znaczeniu jako pewnego rodzaju „umiejętność umieszczenia siebie w mentalnych butach innej osoby tak, by zrozumieć własne emocje i uczucia”;
    I zerkając wstecz do twojego archiwum, gdzieś tam napotkałam się na opinię jednej z kobiet:
    Adamie, Autorze „ … Liczy się to, że w każdym Twoim tekście jest kawałek Ciebie, Twojego prawdziwego charakteru ukrytego pod zapisanymi słowami. I właśnie za charakter Cię cenię. …”
    Pożyczam te słowa, by się pod nimi swoim myślami podpisać. Identyfikuję się z tą wypowiedzią.
    I nie zgadzam się z tymi osobami, które widzą Cię jako gościa do wynajęcia. Bo w naturalny sposób, -pomimo wcielania się w postać prowadzącej się w rozwiązłym stylu życia, – budzisz szacunek z uwagi na ten wyczuwalny charakter, na wyjątkową wrażliwość, widzisz rzeczy tak jak inni tego nie dostrzegają.
    I pewnie inni czytelnicy jeszcze, by coś do tego dodali.
    I nie wiem, czy ujęłam to wszystko co chciałam, bo nie uważam się mocną w pisaniu.
    I nie wiem, czy zostanę zrozumiana.
    I musiałam to napisać, bp wyrwa się samo.

    Like

  7. ” Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi.” S.W. A Ty autorze? Jesteś odpowiedzialny?

    Like

      1. Pewne uczucia można w bardzo łatwy sposób wywołać, zwłaszcza u młodych kobiet i myślę że doskonale wiesz jak to zrobić.. twoje książki są tego przykładem. Uczucia nie podlegają ocenie lecz czyny.

        Like

      2. I nikogo tutaj bronić nie chcę.
        Mam swoje przemyślenia w tej materii.
        Bo, “m” mówisz o wpływie uczuć na czyny. Tutaj cieńka jest ta granica, ważne są własne podstawy moralne, jeśli są one zgodne z naszym kręgosłupem norm wychowawczo społecznych lub religijnych, to czy te uczucia, o których piszesz mogą wpłynąć na czyny, te “złe” czyny?. Bo czym są te złe, jak je definiować.
        I czy właściwą cechą jest postawa obwiniania człowieka, który mimo ciężkiego doświadczenia dzieli się z nim. I nie zauważyłam w postawie Adama, zachęcanie do tego co robi.
        “Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”.
        Temat do dyskusji nie z jedną młodą dziewczyną.

        To taka dygresja. Głęboki temat.
        Ale

        Like

      3. Nie, piszę o wpływie czynów na uczucia. A dokładniej wpływie książek i wpisów na pragnienia pewnych kobiet, które nie mogą ich spełnić lub nie powinny. Autor nazywa je ”armią nawiedzonych”. Uważasz, że nikogo nie zachęca a jednak dzieje się inaczej, treści które ”serwuje” same w sobie mają takie działanie na nasze zmysły. Pisze je bo dobrze się sprzedają.. Mam szacunek do każdego człowieka i nikogo nie potępiam, ale.. Żeby uczyć się od niego odpowiedzialności to musiałby nad sobą sporo popracować.. Myślę, że autor nie potrzebuje adwokata (tym bardziej dwóch) i jeżeli zechce to sam się obroni.. Życzę miłego wiosennego popołudnia..

        Like

      4. ~m…
        Zgadzam się z Kejt, temat głęboki i można polemizować naprawdę długo, i wielu pokusi się o swoje zdanie. Moim zdaniem nie ten blog na ten…temat 😉
        Ale…o jak młodych “kobietach” myślałaś ~m i o jakie konkretnie uczucia Ci chodziło trudno mi zgadywać. Zacytuję natomiast A. po raz kolejny bo to dość wymowne i moim zdaniem rozjaśni nieco temat “odpowiedzialności” za to co uczynił pisząc blog i książki o tej a nie innej tematyce :

        “…Poza tym co jakiś czas pisze do mnie 13 latka…. na jej e-maile nie odpisuję, ale mail trzeba otworzyć by zapoznać się z jego treścią. Tak wyuzdanych listów jak od owej 13 od nikogo jeszcze nie dostałem. Moje spojrzenie na seks jest znacznie zdrowsze dziś, niż było gdy byłem młodszy. Więcej mogę śmiało powiedzieć, że najbardziej szokujące historie zdarzyły mi się poza “pracą” zanim jeszcze ją zacząłem.”

        Tak to wygląda z “młodymi kobietami” i bardziej dziś niż wczoraj. Dla mnie nie powinien czuć się w żaden sposób odpowiedzialny i za nic. Nie jeden ksiądz może się od niego uczyć odpowiedzialności i morale jak dla mnie 😉 Nie takie historie były opisywane i są, i w necie i w książkach. CZYTAJĄ WSZYSCY gdzie i kiedy chcą i co chcą. Taka jest prawda i takie są fakty. Sama czytałam i czytam, bo mnie zwyczajnie ciągnęło i zawsze znalazłam to co chciałam…zawsze, i zawsze radziłam sobie z “tymi” uczuciami bez szkodliwości i zepsucia moralnego 😉

        Chociaż i tak, zdecydowanie, najbardziej właściwe jest zamienić teorię w praktykę w realu, i to się NIGDY nie zmieni 😉 🙂

        Like

      5. Bzdura. Oczywiście, że można radzić sobie ze swoimi uczuciami. Każdy przeciętny człowiek radzi sobie przecież w życiu codziennym z masą uczuć. Gdybyśmy sobie z nimi nie radzili, to każdy byłby emocjonalnym popaprańcem. Natomiast jeżeli chodzi o uczucia jakie wywołujemy w innych, to sprawa jest bardziej złożona. Jeżeli działamy celowo, by kogoś zranić, to nic dziwnego, że nie będzie nas lubił. Wywołamy u niego uczucie niechęci, a może nawet lęku. Natomiast , jeżeli ktoś odbiera nas jako osobę w pewien określony sposób, wyrabia sobie o nas zdanie na podstawie naszego wyglądu, sposobu bycia, zachowania to zgodzę się, że na to nic nie można poradzić. W jednych wzbudzimy niechęć i agresję, w drugich szacunek i sympatię. Ty sam zapewne nie wiedziałeś jakie uczucia wzbudzisz w swoich czytelnikach, ale to nie znaczy, że nie jesteś za nie odpowiedzialny. Napisałeś-poszło w świat, a wraz z każdym przeczytanym zdaniem wzbudziłeś w czytelnikach mnóstwo uczuć. Nie jesteśmy zombie-czujemy i odpowiadamy za swoje uczucia.

        Like

  8. Nie wiem jak inni czytelnicy tego bloga ,ale ja podpisuję się pod ty co napisała katy.
    I bardzo żałuję ,że nie odkryłam twoich wpisów wcześniej .
    A cytat też mam :
    “Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś”
    Cóż ,sam sobie jesteś winien.

    Like

  9. Drogie kolezanki czyzby Wiosna daje sie we znaki , jakie wylewne wpisy i jakie spragnione hi hi, no ale nie jestescie jedyne ja rowniez sie dolaczam, podziwiam Was za wylewnosc uczuc.
    A co do wpisu Katy zgadzam sie w 100 % , bo uwazam ze rowniez ze im wiecej sie czyta wpisow A; tym bardziej sie go poznaje ale z tej lepszej strony. Nie wiem jak Wy ale ja jak czytam tego bloga to nie mysle o Facecie “do wynajecia” tylko o czlowieku Jakim A. Jest .
    Dlatego tu jestem. Czasami sie zastanawiam ile maja lat osoby ktore tu zagladaja czy tylko mlodzi ? czy przeciwnie spragnione kobiety innosci ?

    Like

    1. Katy, podpisuję się pod tym, co wcześniej napisałaś. Mam 35 lat. Piszę sama trochę, a Adama uwielbiam czytać. Podoba mi się jego punkt widzenia, sposób pisania, jego charakter i wrażliwość. Tyle.

      Like

  10. -Adamie…
    Skończyłam też Grzesznika. Chyba już rozumiem czemu użyłeś określenia “najostrzejszy”,określając FnT1. Grzesznik zostawia w zupełnie innym nastroju. (nie boli mnie głowa tak po nim ;-)i dziwnie czyta się swoje imię w Twojej książce)
    Pozdrawiam 🙂

    Like

  11. -Adamie…
    Muszę o to zapytać,bo to mnie zastanawia…
    Czy Ilona zostawiła Twojemu bohaterowi w testamencie ten obraz,przy którym zawsze zatrzymywał się na dłużej?

    Like

  12. Miałbyś ochotę zdradzić nam co nieco, jak wyglądają prace nad przetłumaczeniem Grzesznika?
    Jak widzisz współpracę? Na jakim jesteś etapie?
    Pewnie bardzo ta czynność absorbuje?

    Like

    1. blond włosy, tęcza jako symbol nadziei, niebieski i chmurki niczym sugestia do bujania w obłokach,, rozszerzone oczy ciągle zadziwione światem i tylko te krzywe nogi jakby się nie zgadzały…hmm..

      Like

    2. To już chyba trzeci rok jak nasze potworki zmieniają się w takie cudaczności w ten wesoły dzień 🙂 Ciekawa jestem czy to robota Adama czy portalu?

      Like

      1. Wiem, ale jakimś dziwnym trafem dopiero teraz mam okazję zobaczyć mojego.. W poprzednich takich dniach zazwyczaj znikały mi wszelkie obrazki i mogłam tylko smętnie popatrzeć na komentarze innych, że coś takiego mają.. no ale jak widać powiedzenie “do trzech razy sztuka” (w tym przypadku trzech lat) dalej działa. Ciekawi mnie tylko ta tęcza..najpierw widzę ją tu w każdym avatarze, potem wchodzę na joe i tez tam jest..a co najciekawsze w domu też mam ostatnio jedną..hmm..może czas stworzyć jakąś teorię spiskową?

        E. :O ile pamiętam jednorożce to chyba wina portalu…co i tak nie przeszkadza uśmiechnąć się zestawiając je i tęcze wraz z tematyką portalu i osobowością administratora 🙂 ale cieszę się, że nie są na stałe.. chyba jednak wolę swojego rozwrzeszczanego potworka 🙂

        Skorpionka: też nie mogłam się oprzeć 😉

        Like

      2. Aaaaaa już pamiętam….Adam o nich nie wie, bo któregoś roku zapytał mnie co brałam jak opisałam mojego konika ognistego – nie zaglądał pierwszego kwietnia i nie wiedział o czym mowa 🙂 Gospodarz jak się patrzy 😛

        Like

  13. Superowe te awatarki. 😉
    Takie symboliczne i subtelne w odbiorze. Adaś czerwonym bykiem w stadzie pięknych klaczy, jednorożców, pegazy -postaci baśniowych.
    Ciekawi mnie czy ten projekt był konsultowany z Autorem bloga?

    Like

    1. M.M – to chyba od przeglądarki zależy, bo ja Cię “widzę” jako fioletowe stworzenie z wielkimi oczami i seledynowym rogiem na czole 😀

      Like

  14. Przeczytalam bloga jednym techem, ale Kusiciela troche meczę. Czy FNT jest pisany podobnie jak blog czy jak Kusiciel? Oj jak zaluje ze nie wiedzialam o tym blogu jeszcze jak wszystkie wpisy byly widoczne 😦

    Like

    1. Przeczytaj FnT…koniecznie (to moja ulubiona 🙂
      I…”oddychaj” w trakcie a najlepiej, przed rozpoczęciem zafunduj sobie dobry trening kardio bo…to jest niezły odlot i inny niż wszystkie 😉

      Adam nawet jak śpi to jest to głęboko przemyślana decyzja 😉
      Powodzenia! 🙂

      Like

  15. Czy jest jakaś myśl…., osoba…,sprawa…, sposobność dla której by było warto wskrzesić okruszynkę życia w tego Bloga Twoją obecnością Adamie?
    Wiem Święta, czas zadumy, refleksji, ale czy to tak wiele powiedzieć nam, np.. … Do zobaczenia po Świętach. lub inny bajer,
    Tak po ludzku,… ponieważ zaglądam, ponieważ myślę to się zastanawiam… Co się dzieje? gdzie jesteś? Czy wszystko u Ciebie w porządku?
    😕

    Like

    1. Mimo wszystko mam nadzieję, że to tylko chwilowa nie dyspozycyjność jest powodem Twojej dłuższej nieobecności, a nie coś poważniejszego.

      Adamie i wszystkim tu obecnym życzę zdrowych, spokojnych, radosnych, osobistych, refleksyjnych i zwyczajnie dobrych Świąt Wielkanocnych.

      Like

      1. Wy tu gadu gadu o pisankach, a o kiełbasce nic? 😛

        A tak poważnie to czy mi się wydaje, że jest tu negowane to, że może chodzić święcić? Jeśli tak, to powiem, że dla mnie to taka Maria Magdalena XXI wieku i co prawda nie mam prawa oceniać stopnia grzeszności innych i moralizować, ale wydaje mi się, że grzesznik Adam stoi w tym samym szeregu, co my wszyscy. Zresztą w Piśmie Św. nie tylko fakt przyjaźni z prostytutką świadczy o tym, że tacy ludzie nie są gorsi od reszty. Była przecież i cudzołożnica ocalona przed ukamienowaniem, która usłyszała coś w stylu “I ja cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej”.

        Nie będę tu go też wybielać, zrobił, co zrobił, ale myślę, że największą krzywdę wyrządził samemu sobie.

        I jeśli już tak lecę po tych religijnych tematach, to popłynę sobie dalej……a co mi tam, że jeśli faktycznie odszedł od prostytucji, to jest jak ta odnaleziona owieczka z przypowieści, która wcześniej odłączyła się od stada. A z takiej odnalezionej owieczki ( w dosłownym znaczeniu – nawróconego grzesznika) “ktoś” tam na górze cieszy się podwójnie.

        Ale ze mnie moher 😀 Na wiosennych wyprzedażach trzeba będzie poszukać beretu…

        Like

      2. Ana
        Retoryczne pytanie w tym sensie bo jestem przekonana, że Adaś Grzesznik tutaj nam nie odpowie. Bo nie ten czas i nie to miejsce.
        A jak wygląda jego prywatne życie to on jeden wie.
        Autor w swoich książkach wielokrotnie odwoływał się do sumienia bohatera opartego gdzieś tam jednak na fundamencie religii chrześcijańskiej.
        Można przypuszczać, domniemywać.. ale do M. Magdaleny to jeszcze za wcześnie na takie porównanie, ona publicznie pokazała skruchę, przyznała się do popełnionego czynu.
        Adama przerwa, jak sam o tym mówi, wynika raczej z braku chwilowo dłużej chęci i jego zdaniem wróci do tego co wcześniej.
        Czekam na kolejny post, który może być kluczowy, albo jeszcze nie ten, na te nasze domniemania.

        Like

      3. Porównanie do MM było następstwem tego, że nawiązano do tematyki religijnej. Na tych przykładach miałam na celu przekazanie, że nawet w najświętszej księdze dla chrześcijan pokazano, że inni nie powinni osądzać i nie mają prawa czuć się lepszymi od prostytutek. I tylko w tym zakresie było to nawiązanie do MM. To tak w związku z tym, o co Cię wcześniej zapytałam i w świetle tego, co tu czasami ludzie piszą, patrz teksty Muchy Plujki, która tak na marginesie chyba „zdechła” lub odkryła wreszcie, że miejsce muchy jest na gównie, i innych bardziej ekstremalnych przypadków, którzy składają życzenia zachorowania na AIDS, itp. Jestem pewna, że większość stałych czytelniczek dostrzega też to, że Adam angażuje się w zorganizowanie pomocy ubogiemu dzieciakowi spotkanemu na ulicy (i jego rodzinie), zachęca czytelniczki do zadbania o swoje zdrowie (akcja samobadania), nawet pocztówki z wakacji czytelnikom wysyłał, generalnie – dobry chłopak z niego 😉

        Nie miałam na celu doszukiwać się podobieństwa do MM w zakresie oczekiwania na, jak to napisałaś, publiczne pokazanie skruchy i przyznanie się do popełnionego czynu itp. rzeczy, bo jego wiara lub jej brak jest jego osobistą sprawą i co on z tym zamierza zrobić, to my się już raczej nie dowiemy.

        Może jeszcze nie teraz, może kiedyś… w każdym razie obecny „urlop wypoczynkowy” 😉 może być zalążkiem zmian, zmian na lepsze. Refleksja na temat swojej prostytucji na ostatnich stronach FnT2, była w moim odczuciu refleksją gorzką, więc teraz nie może być chyba gorzej, będzie albo tak samo, albo nawet lepiej. Ja również czekam na jakieś wieści 🙂

        A tak w ogóle to Wesołych Świąt wszystkim!

        Dlaczego ja zawsze muszę się tak rozpisywać?! Dlaczego?!Dlaczego?!

        Like

      4. Retoryczne, cd.. żebyśmy się zrozumiały.
        Nie neguję kwestii gdyby Autor chodził i święcił.
        Daleka jestem by tak osądzać, za mało wiem.
        Retorycznie w jakimś sensie dając każdemu coś do myślenia. Bo żeby nam wszystkim znana była odpowiedź to musielibyśmy ją znać, a daną chwilę tak naprawdę przecież jej nie znamy.
        I proszę Ana nie osądzaj pochopnie nas tu wszystkie bo w jakimś sensie zasugerowałaś, że czujemy się Lepszymi od prostytutek, bo niby mamy prawo do oceniania. NIEPRAWDA.
        Wcale tak się nie czuję. Nikogo nie oceniam, to Ty już próbujesz gdzieś tam mnie zaszufladkować.
        I ja mam na tyle w tej kwestii. Bo temat jest bardzo irytujący.

        Like

      5. “…nie osądzaj pochopnie nas tu wszystkie bo w jakimś sensie zasugerowałaś, że czujemy się Lepszymi od prostytutek, bo niby mamy prawo do oceniania. NIEPRAWDA”.

        Mogę odpowiedziec tylko tyle, bo nie ma sensu ciągnąć – masz rację – „NIEPRAWDA” – i takie zdanie miałam od samego początku. Pozostaję więc w milczącym zdziwieniu nad Twoją interpretacją niektórych komentarzy tego bloga i stosunku do innych komentujących.

        Like

      6. Trudno o zrozumienie, zwłaszcza na takich otwartych blogach, gdzie odcienie inności są przeróżne.
        Mam nadzieję, że inni komentujący zdecydowanie lepiej Cię zrozumieją, niż jak twierdzisz mnie z tą dziwną interpretacją.
        Rzecz gustu, a podobno o gustach się nie dyskutuje.

        i tak mała rada rada dla Ciebie
        “Nie staraj się zrozumieć wszystkiego,
        Bo wszystko stanie się niezrozumiałe”

        Like

      7. W takim razie, zanim komuś coś zarzucisz, „nie starając się zrozumieć wszystkiego” (lub nie wyjaśniając z nim jego intencji), taka mała rada dla Ciebie

        „Pomyśl dwa razy zanim coś powiesz”

        To tyle ode mnie, bo dyskusja stała się jałowa. Do niczego dobrego już nie doprowadzi, nie ma sensu się żreć. Życie codzienne funduje nam dużo negatywnych emocji i uważam, że nie powinnyśmy dodawać ich sobie jeszcze w wirtualu. Korzystaj z dnia wolnego.

        pozdrawiam

        Like

  16. Wybaczcie ale nie moglam sie powstrzymac: on i święci jajka i nimi świeci. Ufff, sama sobie nie wierze ze to napisalam. Jakos dziwnie mieszac religijne swieto z tym blogiem. Ale z drugiej strony moj czasem rano odrzuca koldre i mowi : “o, resurekcja!” Ale swintuszki na bok. Zycze wszystkim dobrych i pogodnych swiat oraz by to co tam sie gdzies wewnatrz kotluje sie wyciszylo i przynioslo pokoj. Bo chyba dlatego przewaga z nas tu jest bo sie tam zbytnio kotluje i w glowniach obija prawda?

    Like

  17. Witam. Jest to jedyny blog na którym częściej czytam komentarze czytelników niż wpisy autora 🙂 . Czytelnicy tego bloga zaglądają tu częściej niż jego twórca. Lubię czytać wpisy autora jednak nie da się ukryć, że niektóre komentarze są świetne – tak więc dla wszystkich komentujących Zdrowych Świąt.
    Autorze odniosłeś nie lada sukces -masz naprawdę wiernych czytelników -gratuluję i życzę Smacznego jajka i mokrego dyngusa 😉

    Like

  18. Tobie Adamie i wszystkim tu zaglądającym życzę zdrowych i spokojnych Świąt. Zasłużonego odpoczynku i cudownej ciepłej wiosny!

    Like

  19. Hmmmm… 🙂 🙂 🙂 gratulacje!!!!! musze przyznac ze jestes wyjatkowym mezczyzna.nigdy do tej pory nie mialm do czynienia z taka osoba taka literatura to nogdy nie byla moja bajka ale ty….zaintrygowales mnie…… 🙂 🙂 : no coz zycze powodzenia w dalszych pisarskich zamierzeniach i heh ( nie zrozum mnie zle) trafilam przypadkiem …….ale czekam na kolejne Twoje pisarskie talenty…. :):):):) ( a moze i nie tylko hahahahah :):):)ale ja tez cos tam pisze….i moze moze ….poprostu fajny jestes :):):)
    pozdrawiam
    Emilia

    Like

  20. POLIGRAF: Inteligentne i zdolne osoby. Nie są to przypadkowo dobrani pracownicy. Redakcja na najwyższym poziomie, książka również! Relacja cena do jakości wyjątkowo korzystna. Nie znajdziecie lepszej oferty!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s